wtorek, 13 sierpnia 2013

"Serafina" rozdział 8.

(....)

Serafina wybiegła z jaskini.
-Wybaczcie, kochane! Idę na polowanie. - z tymi słowami opuściła oszołomioną Tinę i zdezorientowaną Elie.
-No, cóż - mruknęła Elie odwracając wzrok od drzwi. - Poczuła głód.
Tina również się odwróciła, ale nic nie powiedziała. Zdziwiło ją zachowanie koleżanki.
Serafina zaś, wyszła i przysiadła nad brzegiem leśnego strumyczka. Nie była głodna. Nie szła na polowanie. Po prostu chciała porozmyślać. Ją samą zdziwiło własne zachowanie. Tak jakby coś mnie opętało- zauważyła z niezadowoleniem. Zamyśliła się. Odkąd spotkała Tinę i Merry chodzi z nimi wszędzie razem. Chciałaby mieć chwilę  dla siebie. Chwilę, dla własnych myśli. Zdenerwowała się jednak swym zachowaniem. Będzie musiała im to wyjaśnić.. Wróciła do jaskini. Merry siedziała już w dużym pokoju, a wokół niej krzątał się Mike.
-Już się najadłaś? - spytała Elie Seraf, mierząc ją wzrokiem.
-Co? A.. tak.. - odpowiedziała zmieszana.
Z niemiłej rozmowy wywabił ich lekarz.
-Możecie już iść. Guz znikł.
Seraf spojrzała na głowę Merry. Z całego zamieszania zapomniała po co tu przyszły.
-Ja pójdę swoją drogą. - mruknęła Elie wycofując się.
-Ach nie! - wykrzyknął Mike. - Elie, mam do Ciebie pewną sprawę.. - wyjaśnił, kiedy właścicielka stada zgromiła go wzrokiem.
-Więc my już pójdziemy- zadecydowała Seraf i zrobiła krok do tyłu pozwalając przyjaciółkom przejść.
-Tak szybko zapolowałaś? - spytała podejrzliwie Tina, gdy tylko znalazły się na zewnątrz.
-Nie byłam na polowaniu. - wyznała szczerze Serafina.
-W takim razie gdzie byłaś? - zmarszczyła brwi.
-Musimy pogadać dziewczęta. - ucięła krótko Seraf. - Tylko nie tu.
-Co się z tobą dzieje? - wtrąciła się Merry,
-Nic wielkiego. - mruknęła. - Po prostu musimy pogadać.
Tina westchnęła głęboko. Merry odwróciła głowę.
-W takim razie ja prowadzę. - skorzystała z okazji Seraf i poszła przodem.
-Twoja wola. - mruknęła z niesmakiem Merry.
-Chodźcie tędy. - Serafina weszła głębiej w las rozglądając się dookoła.
Usiadła na zwalonym drzewie. Najpierw zgrabnie po nim przeszła, by znaleźć wygodne miejsce. Tina i Merry usiadły obok.
-O czym chcesz rozmawiać? - spytała zniecierpliwiona Merry.
-Bez urazy, ale od czasu, gdy z Wami jestem nie jestem sobą. Ciągle łazimy gdzieś razem. Wtedy, w jaskini Mike'a wybiegłam, bo zdałam sobie sprawę, że od paru dni jesteśmy jak te papużki nierozłączki.. Nie przeszkadza wam to? - spytała, bo nie zauważyła wielkiego poruszenia u przyjaciółek.
-Cóż.. - zaczęła smętnie Tina. - Może trochę.
-Naprawdę, Tino? - zdziwiła się Merry. - Przeszkadza ci moje.. - spojrzała na Seraf. - nasze towarzystwo?
-Nie! Po prostu sądzę to samo co Serafina. Nie potrzebujesz czasem polować w samotności? Uciec? Pomyśleć?
Merry nie odpowiedziała. Najprawdopodobniej się zastanawiała nad zadanymi przez Tinę pytaniami.
Wreszcie odezwała się Seraf.
-Nie wiem jak wy, ale ja potrzebuję tego namiętnie. - To mówiąc, zeskoczyła z drzewa pobiegła do lasu i ciesząc się wolnością dziko prychała.
-Ja chyba też tego potrzebuje. Wybacz. - powiedziała Tina, po czym zeskoczyła i podobnie się zachowując znikła w krzakach.
-A ja już jestem sama.. - mruknęła do siebie Merry. - Nie muszę uciekać. - I szukając w samotności dobrych stron, siedziała machając ogonem z zamyślonymi oczyma. Uśmiechnęła się do siebie.

C.D.N
Wiem, zaczyna być męczące, ale wkrótce się skończy. :)  Widzicie dobre strony w samotności? Bo ja wiele. Jestem książkową Serafiną. Tyle. 

                                            

niedziela, 11 sierpnia 2013

"Serafina" rozdział 7

Merry i Grizzly wstali. Serafina zmierzyła ich podejrzliwym wzrokiem. Czy aby na pewno Merry go przezwycięży? Istniały małe szczątki nadziei, że on wygra. Nie wiedziała co o tym wszystkim sądzić. Zwróciła się do Tiny:
-Jak sądzisz, kto wygra? - spytała.
-No, jak to kto! Oczywiście, że ona! - zaperzyła się Tina, złoszcząc o moje wątpliwości. -Jak mogłaś w ogóle sądzić, że kto inny?!
-No, bo.. Grizzly to w końcu kawał lwa. Trochę taki siłacz. - odparła Seraf.
-On po prostu jest gruby! - wykrzyknęła Tina. Chyba trochę za głośno, bo Grizzly obrócił się w jej stronę.
-Ty będziesz następna! - wycedził.
-Merry cię powali. Jeśli ja będę następna, to będziesz leżał martwy. - wypowiadała to z godną sobie pewnością, ale Serafinę obejmowały wątpliwości.
Lew spojrzał na nią z zawiścią, ale nic już nie powiedział.
-Panie i panowie! - zawołała Merry odwracając się do kilku lwów jako publiczności. - Oto lew Grizzly zostanie powalony na ziemię przez lwicę o imieniu Merry!
Tina i Serafina spojrzały na siebie porozumiewawczo. Merry zawsze była szalona.
Merry ruszyła do ataku. Najpierw zaatakowała z taką siłą, jakiej się nikt po niej nie spodziewał. Grizzly został odrzucony w bok, na piasek. Poczuł, że to nie będzie takie proste. Szyderczy uśmiech spełzł z jego twarzy. Zaatakował wściekle, lecz Merry zrobiła taki unik, że on spadł atakując siebie samego. Tina zaśmiała się cicho, a Merry dalej atakowała. I robiła to tak skutecznie, że po paru mocnych chwytach lew leżał na grzbiecie postękując głośno. Rozległ się wielki aplauz i mimo, że Merry miała niezły guz na głowie cieszyła się razem z widownią.
-Dziękuje! - krzyknęła na koniec i wróciła do przyjaciółek.
-Gratulacje! - wykrzyknęły jednocześnie Tina i Seraf.
-Dzięki- powtórzyła skromnie pocierając guza.
-Lepiej chodźmy spytać się Elie, gdzie jest lwi lekarz. - powiedziała Serafina patrząc na jej głowę.
-To nie jest konieczne- zaperzyła się Merry, ale Tina ją przegłosowała. 
Podniosły się więc z rozgrzanego piasku i skierowała w stronę królewskiej jaskini. 
-Witajcie dziewczęta! - powitała ich w drzwiach Elie. 
-Witaj. 
-Uu, a co to jest? - zwróciła się do Merry wskazując na sporego guzka.
-Była walka z Grizzlym.. - zaczęła Tina, ale Elie nie dała jej dokończyć.
-Że co?! -wykrzyknęła. - Walczyłyście z tym opryszkiem?!
-To była całkiem przyjemna zabawa.. - mruknęła Merry uśmiechając się.
-Zwyciężyłaś! - zgadła Elie, ponownie przerywając.
-Owszem, zwyciężyłam. - odparła Merry. - Ale zarobiłam też takiego ładnego guza.
-I przychodzimy po radę - dokończyła Serafina.
-Po radę? - zdziwiła się Elie. - W czym mogę pomóc?
-Masz tu jakiegoś lekarza?
-Oczywiście!
-Więc wskażesz nam drogę?
-Oczywiście- powtórzyła. - Pójdę z wami.
-Dzięki.
Ruszyły jakąś wydeptaną ścieżką i dotarły do zagajnika.
-Tu mieszka lekarz. - wskazała na porośniętą  bluszczem jaskinię.  - Ma na imię Mike. -wyjaśniła Elie.
-Dziękujemy ci bardzo. - powtórzyła Tina.
Elie uśmiechnęła się i podeszła do szmaragdowych drzwi. Pchnęła je łapą i weszła do środka.
-Mike? -zawołała w progu.
-Któż to do nas przyszedł? - rozległ się wesoły głos jakiegoś starszego lwa. - Czyżby Elie ukochana?
-Ma niesamowite poczucie humoru. - zwróciła się szeptem do swych towarzyszek. A potem już głośniej:
-Elie, Elie. A czy ukochana to już Twój wybór. - uśmiechnęła się.
Ledwo to powiedziała w następnych drzwiach stanął szczupły brązowy lew z jasną grzywą.
-Witaj. - powiedział. - Co cię do mnie sprowadza?
-Nic wielkiego. Jedna z mych przyjaciółek- wskazała na Merry- dziś walczyła z Grizzlym. Niby wygrała, ale zaliczyła też potężnego guza. Co na to poradzisz?
-Co na to poradzę, co na to poradzę.. - powtarzał. - Wejdźcie proszę.
W jaskini panował półmrok. Na starym fotelu błyszczał kurz, lecz Mike natychmiast go strzepnął.
-Wybaczcie za bajzel. - mruknął.
-Nie ma sprawy -uśmiechnęła się Elie. Siadła na fotelu i wskazała przyjaciółkom kanapę.
-Pani z guzem proszę tutaj- rozbrzmiał głos Mike'a z sąsiedniego pokoju. Merry posłusznie wstała i podeszła.
-Jak ma pani na imię? - spytał w międzyczasie.
-Merry.
-Walczyła pani z Grizzlym.. no, proszę, proszę. - powiedział uśmiechając się.
-Owszem, walczyłam. To nic takiego; jest strasznie słaby.
-Ale zawsze stawiał opór. - mruknął.
-Może i tak..
-Więc zażyje pani taki eliksir. Nazywany Eliksirem Uzdrawiania.
Merry skinęła głową.

C.D.N Nie wiem co z tego wyjdzie, bo nie mam pomysłu na zakończenie.. Ale za niedługo będziemy kończyć.. :)

sobota, 10 sierpnia 2013

"Serafina" rozdział 6

(....)

Założycielka Stada Błękitu i 3 młode lwice dobrze się zaprzyjaźniły.
Wiedziały już o sobie wszystko. W ciągu paru dni dostały stanowiska, własne jamy i miały jako takie "kontakty". Reszta stada także je poznała i polubiła. No, może z wyjątkiem lwa imieniem Grizzly i lwicy Santy. Grizzly był sam w sobie złym lwem i wszystko co dobre chciał zniszczyć. Gdyby nie jego znajomość z jednym głównym ochroniarzem, Touchem, nie było by go w stadzie. Elie za nim nie przepadała i najchętniej by go wyrzuciła. Grizzly pierwszy poznał 3 wesołe lwice. Pewnie gdyby nie dowiedział się, jakie są "w środku" wybrał by którąś z nich na partnerkę. Ich wygląd spodobał się większości lwów. A, że dowiedział się, jakie to one są mądre i miłe, jak bardzo lubi ich Elie.. Znienawidził je. Po pierwszej ich rozmowie z Elie w jego towarzystwie, powiedział do nich oschle;
-Och, Elie, aż tak ich lubisz? - prychnął wtedy, lecz ona jak zwykle nie zwracała na niego uwagi.
-Tak, bardzo je lubię. - mruknęła tylko w odpowiedzi.

Lwica Santa zaś, przepadała za Grizzly'm, wszystko co on zrobił, robiła ona, wszystko co on lubił, lubiła ona. Nie była zbyt mądra. Znalazła się w Stadzie, bo była jednym ze zbłąkanych lwów. Tak  naprawdę mogłaby zostać w swym rodzinnym stadzie. Nic jej się tam nie działo.. po prostu, uznała, że ucieczka będzie najlepszym wyjściem. Gdy Serafina usłyszała jej historię, miała ochotę prychnąć z udanym zażaleniem;
-Ojej, biedactwo.
Kiedy Santa dowiedziała się, że Grizzly za nimi nie przepada i z jakiego powodu, natychmiast zrobiła to samo; nienawiść z byle powodu.
                            

Opowiedzmy teraz o pewnym wyjątkowo ciepłym poranku, gdy Merry zbudziła się z dziwnym przeczuciem, że wydarzy się coś ciekawego.  Wyszła z jamy i skierowała się w stronę środka sawanny.
Coś ciekawego stało się później. Wszystkie 3 lwice leżały na piasku, odpoczywając po obiedzie, gdy nagle zauważyły Grizzlego i Santę. Ona szła za nim, myśląc, że jej nie widzi. 
Merry poruszyła się niespokojnie. Ogarnęły ją niezręczne myśli, że to właśnie teraz szykuję się coś takiego.." szałowego" . Seraf zaś, uważała ten moment za kolejną okazję, dla wyśmiania Grizzlego i jego nierozłącznej przyjaciółki. Czekały w napięciu, aż Grizzly podejdzie bliżej. I podszedł. Najpierw oczywiście, zmierzył wzrokiem każdą z nich. Obejrzał się kilka razy, lecz wreszcie podszedł. Na powitanie rzucił:
-A my się jak zwykle nudzimy.. - zanucił siadając koło nich.
-Czego chcesz? - mruknęła Serafina podnosząc głowę.
-Niczego.. Czy ja zawsze czegoś chce? - spytał z miną niewiniątka.
-Tak, zawsze. - odparła znużona Tina, biorąc przykład z przyjaciółki.
-Macie rację. Chcę pojedynku. -rzekł.
- A ty- wskazał na Merry- będziesz pierwsza.
-Spoko.
-Więc idziesz? - spytała Serafina.
-Pewnie. Przynajmniej chwilę nie będzie wtykał nosa w nie swoje sprawy. - odparła wstając.

C.D.N Jak się podoba?

czwartek, 18 lipca 2013

"Serafina" rozdział 5

Opatrunek Serafiny, faktycznie pomógł. Nie tylko z wyglądu, ale też z samopoczucia Tiny. Na następny dzień mogła już nawet polować, lecz nie było to potrzebne; jedzenie kręciło się tuż koło nich. Po śniadaniu ruszyły na tzw. Wielki Most. Jest to przeogromna budowla, niegdyś prowadząca do komnat królowej. Dziś prowadzi do Stada Błękitu, do którego zmierzają; Tina, Serafina i Merry. Na straży stało 3 ogromnych lwów o ciemnej sierści. Gdy zobaczyli posiniaczoną Tinę, kulejącą Merry i groźną, smukłą Serafinę, zamarli na chwilę. Po czym odezwał się największy;
-Dokąd drogie damy zmierzają? - miał piskliwy, uprzejmy głos, który zdziwił "drogie damy". Spodziewały się raczej, takiego przywitania jak u królowej. Pierwsza odezwała się Serafina.
-Zmierzamy do Stada Błękitu. Zrezygnowałyśmy z rodzinnego.
-Och, jak to miło! Ale najpierw musicie poznać panią naszego stada. - odezwał się drugi, lekko uśmiechając.
-Taki mamy zamiar. -odparła Seraf. -Więc możemy..?
-Tak, już kolega pójdzie. Ja jestem Jerry- jeden z trzech głównych strażników.
-To jest Touch- wskazał na brązowego lwa obok siebie, ten który się jeszcze nie odzywał.
-A ten który poszedł po naszą panią- Buddy.
-Witamy więc ! - wykrzyknęła Tina.
-A oto i nasza pani..! - doszedł do nich Buddy prowadząc miłą skromną lwicę u boku.
-Witajcie, Nowe przybyszki!-wykrzyknęła wesołym tonem.
-Witamy Królowo Stada Błękitu.- powiedziała Serafina, po czym wszystkie uklęknęły.
-Ale gdzie tam ! Królowo.. ja jestem normalną lwicą, jak każda z was.
-Więc to nie ty jesteś założycielką..? - Merry wydawała się nie rozumieć ani słowa.
-Jestem założycielką, ale nie królową. Jestem jak każda z Was. Nie urodziłam się wiedząc, że teraz założę stado, stało się to bardzo przypadkowo.
-Przypadkowo się urodziłaś..? - Merry wciąż nie rozumiała.
-Przypadkowo założyłam stado. Mam na imię Elie. -wyjaśniła . - A wy?
-Ja jestem Serafina, to Merry, a to..Tina. - wyjaśniła Seraf.
-Och, witajcie dziewczęta. Macie bardzo ładne imiona. - oświadczyła. - Och, dlaczego my tak stoimy w progu? Wejdźcie , opowiecie mi jak się tu znalazłyście, dobrze?
-W porządku. Mamy do pani mówić po imieniu? - spytała Tina.
-Do pani?! Proszę was, mówcie po imieniu, tak jak ja do was. -roześmiała się przyjaźnie Elie.
Później lwica oprowadziła ich po sawannie; pokazała im puste jamy w których mogą mieszkać. Na końcu zaprowadziła ich do swojej jamy. Ściany pokryte były starodawnymi rysunkami, a podłogę pokrywała śliska, błyszcząca posadzka.

-Usiądźcie i opowiadajcie . - poleciła Elie po czym sama usiadła u szczytu schodów.
-W porządku, więc może ja zacznę. -odparła Serafina siadając i wzdychając. Opowiedziały więc; najpierw Seraf, potem Tina, a na końcu Merry.
-Och, dziewczęta! Z początku wyglądałyście jak siostry! - westchnęła Elie.
-A Ty nam opowiesz swoją historię? -spytała Tina. - W końcu coś za coś..
-Tak, oczywiście. - i zaczęła opowiadać.
-Więc.. urodziłam się w Stadzie Czerni. - zaczęła, a 3 młode lwicy wstrzymały oddech.
-Jak to?! - wykrzyknęły jednocześnie.
-Już wyjaśniam.. urodziłam się w Stadzie Czerni. Wielki przypadek sprawił, że nie jestem czarna- posiadam jednak moc wielką jak wszyscy oni. Wygnano mnie stamtąd,  żyłam w ukryciu kilka dni po czym przeszłam granicę. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić- skręcałam w coraz to inne ścieżki karmiąc się tym co widziałam; nie wybrzydzałam. Idąc o głodzie i smutku, spotkałam starszą lwicę, jak się później okazało, także miłą. Miała na imię Wille, pochodziła z waszego stada- Stada Ognia. Zaopiekowała się mną, dopóki dopóty, mogłam samodzielnie polować. Poznała mnie lepiej i stwierdziła, że mam wielki talent - innymi słowy- muszę założyć własne stado i rządzić własnymi lwami. 
Gdy zaprzeczyłam, mówiąc, że nienawidzę żądzy i władzy, przekonała mnie tymi słowami; ,,Nie bądź więc władcza- bądź przyjazna dla takich zagubionych lwów jak ty,, To mnie przekonało. Gdy tylko mogłam, ruszyłam w dalszą drogę, lecz tym razem wiedziałam czego szukam; wolnego miejsca, zagubionych lwów. Szukałam, szukałam. I znalazłam.. Fakt, faktem, że po drodze znalazłam parę zagubionych lwów, wygnanych ze stada. Tym sposobem założyłam stado, nazwałam je Stadem Błękitu.

-Wow..! - po dłuższej chwili ciszy, odezwała się Seraf.
-Kurczę...ale dlaczego akurat błękitu? - spytała Tina.
-Tak właściwie.. to nie wiem. Podobała mi się ta nazwa.. błękit to mój ulubiony kolor- wydawało się, że to jakby.. samo dobro.
-No.. - to było wszystko na co stać było Merry w tej chwili; siedziała zapatrzonymi przed siebie oczami, próbując sobie to wszystko wyobrazić..


wtorek, 16 lipca 2013

'Serafina" rozdział 4

(..)
Szły wiele, wiele męczących dni, po drodze spotkało ich kilka niedogodzeń, ale najgorsza była walka z ochroną królowej, która właśnie przejeżdżała. Oni musieli jakoś szybko przejść, a królowa jechała bardzo powoli. Zatrzymywała się, rozmawiała.. doprowadzała trzy, młode lwice do szału.
-No, ileż się można zatrzymywać! - wrzasnęła Serafina, która chyba najbardziej z nich miała chęć i siłę do walki.
-Nie drzyj się, Seraf. - uspokajała Tina - to królowa..
-Czy to królowa, czy zwykły ród - mnie to nie robi różnicy ! Widziałam ją już wiele razy.
-Jakim cudem ? - spytała Merry. - Przecież jej ciągle nie widać; zasłaniają ją parawanami i sobą.
- Poza tym.. - ciągnęła. - mówiłaś, że też byłaś zwykłą poganiaczką!
-Bo.. byłam, ale moi rodzice byli szlachetni i bogaci, wiele razy przejeżdżała koło mojego domu królowa. Gościliśmy u siebie nawet poprzednią ! - wyjaśniła.
-Fajnie miałaś.. - westchnęła Tina. - Ja to bym tak chciała zobaczyć..
-Zobaczysz.. -  odparła Seraf. - Ale nie dzisiaj..!
-Szkoda, wielka szkoda, no, ale faktycznie; mamy mało czasu, a pasowało by już dotrzeć do tego stada.
Prawdę powiedziawszy; byli już bardzo blisko- most wiodący do murów sawanny, był już widoczny. Teraz zasłaniały go tylko, królowa i jej poddani.

Ale w tej chwili Serafina się porządnie zdenerwowała. Podeszła  do ochrony "na pierwszym planie" i warknęła;
-Przepuścicie nas?!
A Merry podchwyciła spokojnie:
-Mamy ważną sprawę do tamtego stada.
Wyrośnięty brązowy lew, pochylił się i odparł :
-O, macie ważną sprawę ! - zakpił- A jaką, jeśli można wiedzieć? - spytał.
-Ważną i tajną ! Nic ci do tego ! - wysunęła się Tina już nieco ze złością.
-Te, popatrz! - zwrócił się do kolegi obok. - Te małe ufoludki mają ważną i tajną sprawę do tamtego stada. -Ważni jacyś! - podchwycił drugi śmiejąc się.
-O, tak ! Ważni żebyś wiedział! - powiedziała Merry, ale Tina przesunęła ją gestem wskazując jej ranną łapę. Sama zaś, weszła  na jej miejsce i uderzyła jednego z dryblasów gdy ten nie patrzył. Powaliła go na ziemię. Serafina widząc ten gest, skromnie uderzyła rozmówcę w głowę, gdy ten uklęknął, przedarła się przez tłum gapiów korzystając z okazji. Jednak tam czekała kolejne "rzędy" straży. Serafina kopnęła kolejnego, ale ten w przeciwieństwie do innych stanął do walki. Serafina, ponieważ się tego nie spodziewała dostała tylnią łapą dryblasa, ale nie spadła. Wczepiła ostre pazury w dwóch lwów jednocześnie. Tym sposobem ona, i Merry która skorzystała z chwilowo utorowanej drogi, przedostały się za cały korowód. Tina, radziła sobie świetnie. Kopała, drapała, biła, jednak gdy doszła do swoich przyjaciółek, sama była podrapana i posiniaczona.
Chwilę stały tak w tłumie gapiów, a wreszcie pobiegły ( na ile mogły biec posiniaczona Tina i Merry z poważnie poranioną łapą. ) Dobiegły do małego lasku, który rozpościerał się tuż przed mostem. Tam Tina spytała:
-No, co jest ? Czemu się tak na mnie gapicie ?!
-Widzisz.. tak, jakoś.. zraniona jesteś.. - odparła Merry.
-Poważnie? - zwróciła się do Serafiny.
-Nie, to znaczy nie wiem, ale wydaję mi się, że do stada już dojdziesz.. - sugerowała Seraf. - Najwyżej mogę ci zrobić opatrunek na najcięższe rany. - zaproponowała.
-W porządku. I tak przed zmrokiem nie dotrzemy; musimy odpocząć.
-Racja, już jest zmrok. - poparła Merry.
Dobrze, więc o ile jest to możliwe; ja pójdę po składniki do opatrunków; Merry mogłabyś  pozbierać patyków na ognisko i poszukać jakiegoś porządnego miejsca?
-Pewnie. - odparła Merry,
-A ja, co będę robić ? - Tina wydawała się speszona brakiem obowiązków.
-No, nic. Do czasu kiedy przyjdziemy i pomożemy ci przejść na dobre, znalezione przez Merry miejsce.
-A..ha..- niezbyt jej się to spodobało, ale wiedziała, że przeczenie Seraf, może się okazać niegrzeczne.
Więc gdy Merry przybiegła krzycząc:
-Mam miejsce !
-Super.. a patyki ? - znudzona Tina wyrwała się na chwile z zamyślenia.
-Są już tam. To całkiem niedaleko, chodź ! - pomogła Tinie wstać i doczołgać się do znalezionego miejsca.
Tym miejscem okazała się przyjemna puszcza w której nie wiedzieć skąd wzięły się dwie, nawet całkiem nowe, jamy. Ponieważ obie były duże, zaproponowano, że wszyscy będą spać w jednej. Serafina też już tam była, czekała z jakąś roślinę w ręku.
-Podejdź tutaj. - wskazała na Tinę, która posłusznie podeszłą.
-Usiądź, proszę. - ciągnęła.
- A teraz powiedz mi gdzie Cię najbardziej boli.
-Tu.. - słabym, zmęczonym głosem, odparła Tina odwracając się i wskazując brzuch.
-W porządku, a tu leję ci się krew, tak?
-Lała, ale mnie nie boli..
-Dobrze, zaraz będzie gotowe, wytrzymasz chwilkę?
-No, pewnie, przecież nie jestem dzieckiem, Seraf! 

niedziela, 14 lipca 2013

"Serafina" rozdział 3

(..)
Otóż, okazało się, że Merry przez przypadek "wpadła w sidła" stada Czerni. Zabrano ją w dużych sieciach i wystawiano na próbę, by powiedziała jakie są zamiary jej rodzinnego stada. Oczywiście nic nie powiedziała, przez co już miesiąc leżała w sidłach, żywiąc się wyłącznie robakami.
-Dlaczego ten który Cię pilnował, był taki słaby? - spytała Tina.
-Stracił panowanie nad sobą. Zwykle zażywa tabletki, jest chory śmiertelnie. Wczoraj niechybnie poszedł na bitwę ze Stadem Oceanicznym, które zraniło go "na miazgę". Możliwe, że przez to był dziś taki słaby.
-To jeden z dowódców, prawda ? - spytała Serafina.
-Podobno.. - odparła Merry.
-Powinni wam dać wyższą rangę w stadzie. - dodała.
- W jakim stadzie? My dawno uciekłyśmy, wypisałyśmy się z tego stada. - obruszyła się Tina.
-Uciekłyście ?  Na zawsze? - Merry nie mogła uwierzyć. - I teraz będziecie ze mną podróżować?
-Tak. A raczej.. nie podróżować, a szukać stada.
-Do jakiego chcecie dołączyć?
Tina pokręciła głową, ale Serafina zaproponowała;
- Ponoć na zachodzie jest jakieś nowe stado, które prowadzi miła lwica w naszym wieku.
-Naprawdę ? - spytała Tina.
-Tak. Ja też o nim słyszałam. - odparła Merry.
-A.. nie chcemy dołączyć do jakiegoś potężnego stada. - Merry obejmowały wątpliwości.
-My stworzymy go potężnym. - odparła Serafina.
Tina i Merry uśmiechnęły się jednocześnie.
-Aaa.. Seraf? - spytała Merry.
-Tak?
-Będę mogła już jutro normalnie chodzić ? - spytała wskazując opatrzoną łapę.
-Myślę, że tak.. Najwyżej ci pomożemy. Najlepiej dojść tam, jak najszybciej. - odparła Seraf.
-Dlaczego? - spytała bojaźliwie Tina.
-Spokojnie, chodzi mi tylko o dach nad głową i normalne polowania. - uspokoiła.

Następnego dnia, Serafina zbudziła się gwałtownie i ruszyła na polowania. Ledwo ona weszła w głąb lasu, zbudziła się Tina i uczyniła to samo. Gdy wróciły, Serafina z pełnym brzuchem i niosąc trochę dla Merry.
Tina także już najedzona, niosła jedzenie dla Merry. Gdy spotkały się na miejscu, Merry właśnie się przebudziła, sennym wzrokiem potoczyła dookoła, a gdy zobaczyła stertę jedzenia i odpoczywające lwice, rzekła;
-Bardzo dziękuje! Co ja bym, bez was zrobiła! - zaczęła wsuwać co pierwsze z brzegu.
-Nie ma sprawy, w końcu od czego ma się przyjaciół. - odparła Serafina.

Po śniadaniu, ruszyły na zachód. Czasem Merry zostawała z tyłu, przez co trochę ich opóźniała.

"Serafina" rozdział 2

Minął cały dzień nim dowiedziały się o sobie wszystkiego. Obydwie położyły się na skałach i odpoczywały. Zerwały się o świcie, zbudzone dziwnym przeczuciem, że ktoś je obserwuje. Rozejrzały się wokoło.
Serafina, miała wielką zdolność do polowania, dlatego też czujność miała. Nastroszyły się i po paru łykach zimnej wody, ruszyły na zwiady. Według ich, najdzikszym tam miejscem, gdzie wróg mógł się schować, było kilka pochylających się wierzb, niedaleko wody. Podeszły tam więc, bezszelestnie i czujnie, ale nikogo nie było widać. Dopiero po chwili, gdy weszły głębiej w dziką puszczę, zobaczyły miotającą się lwicę w sieci. Nie było  jej widać, bo sieć uciskało kilka dużych liści, które blokowały widok. Wiedzieli jednak, że to lwica, i że to nie ona ich obserwowała. Wiedzieli jednak, że sama by się nie zaplątała. Ktoś musiał się tam kręcić. One więc, zostawiły miotającą się lwicę, bo zobaczyły ruch niedaleko jej. Podeszły bliżej, zobaczyły jakiegoś lwa o niesamowicie czarnej sierści, czarnych oczach. Niewątpliwie był to lew z dobrze znanego im stada, najpotężniejszego z potężnych. Wszyscy tam musieli być czarni. Mówiono że kolor czarny- to nadprzyrodzona moc i siła.
Serafina i Tina, stanęły jak wryte, pierwsza poruszyła się Seraf.
-Musimy go zabić! Czy to nadprzyrodzona siła, czy nie! - szepnęła do Tiny.
-No dobrze, ale  to nie będzie takie łatwe. - Tina miała już kilka starć ze stadem  Czerni, nie miała chęci na walkę z nimi.
Serafina już jej nie słuchała, nie wiedzieć skąd wyciągnęła ostry jak brzytwa miecz i powoli, ostrożnie skierowała go w stronę wroga. Dźgnęła go. Jak się okazało wcale nie miał siły, do walki. Wstał i powoli odszedł. Seraf i Tina, obserwowały go nieufnie, myśląc, że to jakiś podstęp. Podbiegły do miotającej się dziewczyny, mieczem przecięły sieci. Wyjęły drżącą lwicę i nagle Tina krzyknęła;
-To Merry ! -łzy zaczęły płynąć jej po policzkach, a serce drżało z radości.- Moja Merry !
-To Merry ? - spytała Serafina z dziwnym przeczuciem, że gdzieś już ją widziała.
-No pewnie, że tak ! - Tina załkała - Ojejku ! Co jej się tu stało?! - spoważniała i zerknęła ukradkiem na Serafinę.
-Spokojnie, my boginie płomienia, umiemy pięknie leczyć. - z dumą odparła lwica, lecz też spoważniała widząc poważną ranę na tylnej łapie Merry.
-Jesteś boginią płomienia?  - Tina była tym zachwycona.
-No.. tak. W końcu jestem Serafiną. A Saraph, w języku hebrajskim, oznacza płomienie. - wyjaśniła Seraf.
Ledwo to powiedziała, chwyciła i rozdarła to co pozostało z sieci, zerwała kilka dużych liści i zaczęła robić okład. Tina zaś, przyklękła przed Merry i zaczęła mówić;
-Kochanie, pamiętasz mnie jeszcze? - jej słodki głosik zauroczył Serafinę idącą zanurzyć ręce w wodzie. - T..tina. - biedna Merry wciąż była wystraszona.
-Boli cię bardzo ?- spytała Tina uspokajającym głosem.
-Nie, ale.. ale jak się tu znalazłaś i kim jest ta dziewczyna? - wskazała na Seraf zmęczonym gestem.
-To Serafina. Moja nowa przyjaciółka, Ty też z pewnością się z nią zaprzyjaźnisz. - Tina uśmiechnęła się i spojrzała na dziwne czyny Seraf.
-Ona jest boginią płomienia, zna się na medycynie. - z dumą dodała.
-Ach.. skąd się tu wzięłaś? - na biednej umęczonej twarzyczce powoli pojawiał się uśmiech.
-Za niedługo wszystko ci opowiemy. Na razie jednak Serafina zrobi Ci okład.
I opowiedzieli. Wszystko, Serafina opowiedziała o sobie i o tym jak zauważyła zmęczoną Tinę nad rzeką. A później przekrzykiwały się jedna przez drugą. Merry opowiedziała też swoją przygodę.